Obowiązkowa notka o początkach Dwunastego Doktora

by 24.8.14 46 komentarze
Tak, wiem, miało nie być, ale poczułam nostalgię za starymi, dobrymi czasami, gdy sporo blogerów pisało własne notki o Doktorze, a potem pod nimi dyskutowałyśmy. Fajne to było. Nie mam jednak wystarczająco dużo własnych przemyśleń na temat "Deep Breath", więc pozwolę sobie, za pozwoleniem autorki oczywiście, bezczelnie podczepić się pod notkę zwierza popkulturalnego. Taki blogowy kanibalizm, tylko gify inne wstawię :P. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i przede wszystkim skomentujecie jej rewelacyjne uwagi.


1. "Co prawda w swoim pierwszym odcinku dostał przede wszystkim do grania wściekłego Doktora, ale miał już okazję popisać się swoimi aktorskimi możliwościami."

Zgadnijcie, co najbardziej mi się w Capaldiego interpretacji postaci Doktora najbardziej podobało w tym pierwszym odcinku? Że tę niepewność roli przejętej po innym aktorze przekuł w swoją największą zaletę. Przez pierwszą część odcinka Capaldi nie gra Dwunastego Doktora, on podrabia manieryzmy Matta Smitha; stąd kwestie "Door, boring. Not me." czy flirtowanie z T-rexem. Moim zdaniem to wszystko są rzeczy, które robiłby narwany Jedenasty, który gdzieś tam w głowie Doktora nadal siedzi, jak bardzo by ten Doktor nie był rozczarowany ludzkością, której z takim poświęceniem od lat broni.

I nie jestem pewna, czy Dwunasty jest wściekły. Jest "grumpy", marudny, a to nie dokładnie to samo. Wściekły to był Dziewiąty, w nim się wyczuwało te złe emocje. A u Dwunastego to przede wszystkim danie sobie na wstrzymanie.

(Oczywiście, ciągle nie wiemy, czy Doktor jednak nie wypchnął cyborga z kapsuły ratunkowej....)

2. "Przy czym to jest trochę prawda – podobnie jak Clara mamy trochę problemu z uświadomieniem sobie że 11 i 12 to jest ta sama postać."

Wiecie, w którym momencie dotarło do mnie, że może mojego ukochanego Jedenastego, maniakalnego Doktora nie ma, ale to nie znaczy, że będzie źle? Zaraz po tym, gdy Clara skończyła z nim rozmawiać przez telefon, a Dwunasty poprosił ją, by go zobaczyła. Jego, Doktora, nie tę nową twarz. I kiedy wyglądało na to, że on bardziej potrzebuje Clary, a nie ona jego. To inny Doktor, ale nadal ta sama osoba. Nadal lubi okrągłe rzeczy na ścianach TARDIS (choć już nie długie, wielokolorowe szaliki... oh well, każdy ma fazę emo, z której wyrasta, prawda?)

3. "Poza tym  dobrym pomysłem (przynajmniej zdaniem zwierza) były przebitki na jej życie jako nauczycielki – zwierz jest zdania, że jednak coś musi być mało satysfakcjonującego w życiu ludzi, którzy uciekają z Doktorem – u Clary trochę mi tego brakowało i ta jedna scena bardzo ładnie tą postać uzupełniła."

Och, to była dla mnie bolesna scena: jestem nauczycielem, znam takie zachowanie uczniów z autopsji. Strasznie mi się jednak podobało, że Clara wykorzystała doświadczenie ze swojego zwykłego życia, by postawić się cyborgowi. Potraktowała go jak niesfornego ucznia, mimo strachu. Pewnie, nadal spodziewała się, że Doktor ją wesprze, ale też sama nie dała się ogarnąć panice.

4. "Zwierz czytał u niektórych, że Clara jest denerwująca w tym odcinku – zwierza nie zdenerwowała wręcz przeciwnie po raz pierwszy od dawna, zwierz zobaczył w niej bohaterkę niezależną, a nie tylko opisaną w stosunku do Doktora."

Dla mnie Clara zawsze była niezbyt określoną postacią. Zaskoczona byłam odkryciem, że Coleman odtwarza rolę towarzyszki wyjątkowo długo: ja nadal nie zdołałam się do niej przywiązać, nie tak, jak do Donny czy Marthy. Mam wrażenie, że Clara jako postać dopiero zaczyna stawać na własnych nogach. Już nie jest mityczną, ratującą Doktora "niemożliwą dziewczyną", ale jego przyjacielem na dobre i na złe. I oboje mogą na siebie liczyć.

5. "Poza tym zwierz nie do końca wie, co chce osiągnąć Moffat czyniąc z ich parę która na każdym kroku albo podkreśla, że są małżeństwem (bardzo ładnie macie w serialu dwie kobiety w związku przy czym jedna jest jaszczurką z zamierzchłej przeszłości – czy możemy iść dalej?)"

Nie lubię madame Vastry, Jenny i Straxa. There, I said it. Irytują mnie straszliwie, ale w tym odcinku wyjątkowo. Nie tylko przemądrzała Vastra, rzucająca uwagi o tym, jak jaszczurki są lepsze od małp (czy owe małpy to ludzie, czy tylko mężczyźni...), znęcająca się psychicznie nad Clarą (kim ona jest, by uważać, że robi to dla dobra Doktora) czy Jenny, która w tym odcinku w głowie miała tylko słowo "małżeństwo" - każda jej scena na tym się opierała. Strax jak zwykle pełnił rolę elementu komicznego. W dodatku ich najgorszą cechą jest to, że nie ewoluują. Matka Donny się zmieniła w ciągu sezonu i to bardzo. Ta wiktoriańska trójca - nie.

6. "Natomiast sam wątek zwierzowi się podobał – przede wszystkim ze względu na rozmowę Doktora z Cyborgiem i refleksje nad tym, dokąd obaj zmierzają, i do jakiego stopnia są jeszcze sobą."

Dosyć szybko się zorientowałam, że Moffat funduje nam powtórkę motywu z "Girl in a Fireplace", którego to odcinka nie lubię. Ale wiecie co? To mi się motyw bardzo podobał. Głównie dlatego, że automatony z SS Marie Antoinette nie były tylko przerażającymi zabójcami, ale pewnym odzwierciedleniem sytuacji Doktora. Tak jak on, "żyły" tysiące lat, zmieniając się tak bardzo, że właściwie nie pozostało nic z początkowego materiału. Jednocześnie te zmiany są tym, co pozwoliło im przetrwać. Pewnie, Dwunastka jest zupełnie inny od Pierwszego (choć obaj podróżują z nauczycielami i obaj są marudnymi starszymi panami i obaj ubierają się na czarno... wiecie co, wróćmy do tej myśli pod koniec sezonu...)

Czytałam dosyć ciekawą teorię, że Missy jest odzwierciedleniem błędów Doktora (ja osobiście stawiam jednak na Mastera) i właściwie chciałabym zobaczyć to na ekranie.

7. "O ile zwierz rozumie, że istnieje konieczność ustalenia stosunków Clary i Doktora na nowo, to jednak spokojnie można sobie darować całe gadanie o tym, czy Doktor się Clarze podobał, a na pewno można wyrzucić całą scenę, w której Strax ją bada (zwłaszcza, że nie ma żadnych następstw w scenariuszu), podobnie kilka dowcipów, które naprawdę nie mają sensu, łącznie z flirtowaniem z dinozaurzycą. Ja rozumiem, że Moffat chce nam pokazać, że Doktor zna każdy język, ale naprawdę czy jedyny sposób rozmowy, jaki zna to flirt?"

Hm, to jest chyba ten moment, w którym zwierz i ja zaczynamy się rozjeżdżać w swojej ocenie odcinka. Owszem, uważam, że pewnie skróty zdecydowanie by mu się przydały. Ale akurat scena, w której Strax bada Clarę ma pewne uzasadnienie w tym, że wskazuje, jak bardzo "organ harvesting" gra znaczącą rolę w odcinku (zbyt daleko posunięta analiza? oh well, pamiętajmy jednak, że przynajmniej twarz Dwunastego będzie odgrywała sporą rolę w tym sezonie, więc może jednak coś jest na rzeczy), plus gra trochę na obawach Clary, że Doktor ją porzucił w XIX wieku i zwiał (choć zostawił TARDIS). A co do flirtowania z dinozaurzycą, jak pisałam już wyżej, to mówił jeszcze Jedenasty. Dwunasty już od flirtowania, a nawet uścisków się odżegnuje.


8. "(I tak wiemy, że pisze Sherlocka nie musi wrzucać do odcinka zdania Game is Afoot, naprawdę nie zapomnimy, że kręci oba seriale - nie da się)."

Jestem fanką "Sherlocka Holmesa" Guya Ritchiego i oglądając "Deep Breath" miałam wrażenie, że Moffat "podbiera" z filmu pewne elementy: inspektora policji, który wzywa madame Vastrę na konsultacje w sprawie dinozaura, lekko steampunkowy klimat (choć może to te zegarmistrzowskie napisy początkowe), pisanie kredą po podłodze, wychodzenie przez okno czy początek sceny w restauracji. Gdy padł cytat: "The game is afoot", byłam już pewna, że Moffat nie nawiązuje do swojego drugiego serialu, tylko właśnie do wiktoriańskiego Holmesa. I nie jestem pewna, jak się z tym czuję...

9. "Poza tym zwierz życzy Capaldiemu naprawdę wszystkiego najlepszego, bo jego pomysł na wściekłego Szkockiego Doktora może się okazać najlepszym pomysłem od długiego szalika Czwartego Doktora."

Mam jeszcze jedno zastrzeżenie. Dziewiąty Doktor, o ile pamiętacie (na pewno pamiętacie) też mówił z mocno rozpoznawalnym akcentem, jednakowoż Ziemianinem nie będąc ("lots of planets have North"). Możliwe, że Dwunasty i jego identyfikowanie się jako Szkot ma wskazywać na to, jak bardzo Doktor stał się człowiekiem, ale ja jestem sceptycznie nastawiona.


10. "Po pierwszym odcinku z 11 tak strasznie brakowało mu 10, tu kiedy na chwilę pokazał się 11 zwierz mimo lekkiego ucisku w okolicach serca poczuł, że cieszy się iż zaszła zmiana."

A ja się poryczałam, gdy tylko usłyszałam jego głos w słuchawce. Mówiłam wczoraj Souffle Agent, że akurat ten spoiler do mnie nie dotarł i jak bardzo się z tego cieszę: gdybym wiedziała, że Smith będzie w tym odcinku, pewnie nie zrobiłoby to na mnie aż takiego wrażenia. Jedenasty był "moim" Doktorem (co nie znaczy, że odcinki z nim najbardziej lubiłam, nie, po prostu uwielbiałam to, jak grał go Matt Smith). Akceptuję Capaldiego, ale mojego serca jeszcze nie podbił - choć pewnie niedługo to zrobi. Nie jestem jak Clara, potrzebuję więcej czasu.

Ale podoba mi się, że wygląda na to, że ratowanie świata nie będzie już główną fabułą sezonu.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.